top of page
  • Sand_traveltheworld

W krainie wiecznej wiosny.

Zaktualizowano: 28 lut 2020

Dzień 1

Pora zakończyć pobyt w Poro (pisałam o nim tutaj) i ruszyć w dalszą drogę, czyli na Maderę! Lot miałyśmy o godzinie 6:00 rano i trwał 2h, , także tej nocy nie pospłyśmy za bardzo:( Wybrałyśmy linię easyJet, ponieważ zależało nam żeby być jak najwcześniej na miejscu. Za bilet Porto - Madera zapłaciłyśmy ok.100zł od osoby.

#Madera jest wyspą wiecznej wiosny, jednak to wcale nie oznacza, że świeci tam ciągle słońce, jednak mimo to jest cudownie. Nam się poszczęściło i gdy doleciałyśmy na miejsce było ok.20stC i pięknie świeciło słońce. Lotnisko na Maderze różni się w pewnym stopniu od innych lotnnisk, a mianowicie chodzi mi o pas startowy. Jest on bardzo krótki, a do tego na jego końcu znajduje się urwisko w związku z czym istnieje ryzyko, że jeżeli samolot nie rozpędzi się odpowiednio i nie będzie w stanie wzbić się w powietrze to runie do wody. Dodatkowo dochodzą do tego wszystkiego silne wiatry, które zdecydowanie nie sprzyjają ani startom ani lądowaniu. My na szczęście wylądowaliśmy bezpiecznie.

Po wylądowaniu udałyśmy się do wypożyczalni samochodów, po nasze autko. Najlepszą ofertę jaką znalazłyśmy, miała wypożyczalnia GoldCar. Zapłaciłyśmy 320zł za 2 dni, w tym pełne ubezpieczenie pojazdu i nie wymagana kaucja. Początkowo auto które wybrałyśmy był to Fiat500, jednak Pani, która obsługiwała nas w wypożyczalni ostrzegła nas, że to auto nie da rady w górach. Jako, że miałyśmy w planach także wyjazd w góry dopłaciłyśmy 40zł i wziełyśmy zaproponowane Renault Capture. Po wyjeździe byłyśmy szczęśliwe, że przystałyśmy na propozycję, bo na 100% autko nie dałoby rady w niektórych miejscach.

Po odebraniu samochodu stwierdziłyśmy, że najpierw jedziemy na pierwszą wyprawę do Ponta de Sao Lourenco, a dopiero później do hostelu. Widok był niesamowity (z góry przepraszam, ale na pewno będę nadużywała tego słowa w tym wpisie)!

Te wszystkie klify, fale odbijające się od nich, doliny i w ogóle całe miejsce odbierało mowe.

Przejście całej trasy zajeło nam około 2h.

Wyprawa była dla nas dość męcząca, ale głównie przez niewyspanie. Udałyśmy się z powrotem do Funchal, aby zameldować się w naszym hostelu. Dotarłyśmy pod wskazany adres i zaskoczenie, żadnego hostelu tylko sklep z chustkami, łańcuszkami itd. Lekko zaczęłyśmy panikować, co teraz zrobić. No cóż, weszłyśmy do sklepu żeby zapytać czy nie kojarzą czasem naszego hostelu. Trochę śmieszna sprawa, ponieważ okazało się, że do hostelu wchodzi się przez sklep. Odetchnełyśmy z ulgą! Poszłyśmy się zameldować i ogarnąć, bo po naszej górskiej wyprawie nie byłyśmy w zbyt wyjściowym stanie :)

Niestety zmęczenie z nami pomału zaczynało wygrywać dlategoteż wybrałyśmy się po prostu na przejażdżkę wzdłuż wybrzeża. Widoki ponownie były niesamowite! To miejsce ma w sobie coś tak nietuzinkowego, że aż nie wiem jak to opisać. W drodzę powrotnej do Funchal zatrzymałyśmy się w małym malowniczym miasteczku Ribeira Brava.

Wieczorem poszłyśmy jeszcze na spacer po stolicy Madery.


Dzień 2

Tego dnia miałyśmy w planie zwiedzić zachodnią część wyspy, zaczynając naszą podróż oczywiście od Funchal. Ruszyłyśmy na przepiekny punkt widokowy Cabo Girao. Zanim jednak tam dotarłyśmy, pomimo tak krótkiego odcinka, zatrzymywałyśmy się chyba ze 100 razy żeby podziwiać widoki!

Jest to platforma widokowa na wysokości około 600m ze szklaną podłogą. Podobno widać przez nią brzeg atlantyku, nam niestety nie było dane tego zobaczyć. Na miejscu zastała nas przeogromna mgła! :(

No cóż, jak pech to pech :( Ruszyłyśmy więc dalej w stronę latarni morskiej w Ponta Do Pargo. Jest to najdalej wysunięta na zachód miejscowość na Maderze. Zanim jednak tam dotarłyśmy zrobilyśmy postój w miasteczku Porto Moniz. Jest to zdecydowanie idealne miejsce dla wielbicieli morskich kąpieli. Oprócz pieknych widoków i smacznych restauracji znaleźć tam można naturalne baseny wulkaniczne wypełnione wodą Oceanu Atlantyckiego.

Wejście na kąpielisko kosztuje 1,5EUR. Jest strzeżone przez ratowników, a na miejscu są prysznice, przebieralnie i łazienki. Można też skorzystać z usług hotelowych, oferty restauracji oraz baru. W czasie kiedy my odwiedzałyśmy Maderę kąpielisko było nieczynne, można było jedynie przespacerować się po punktach widokowych.

Nareszcie dotarłyśmy do naszego punktu docelowego. Ponownie zastała nas mgła, na szczęście nie aż tak gęsta jak Cabo Girao. Latarnia okazała się niezbyt okazała, ma około 14m wysokości, jednakże umiejscowiona jest na 300m klifie, w związku z czym jej światło sięga nawet 26mil morskich. Latarnia dostępna jest dla turystów, ponieważ mieści w sobie Muzeum Latarni Morskiej Madeiran.

Widok z klifu był ponownie przepiękny, a dzięki mgle sprawiał wrażenie przerażającego.

Moją dodatkową atrakcją były oczywiście kotki <3 Które gdy tylko zaparkowałyśmy auto, zleciały się krążąc pomiędzy nogami. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie oddała im swojego jedzenia :)

Spełniona i szcęśliwa mogłam ruszać dalej. Ruszyłyśmy w drogę powrotną do Funchal, zanim jednak wróciłyśmy zajechałyśmy jeszcze zobaczyć pomnik Cristo Rei. Mieści się on w południowo-zachodniej części wyspy, nieopodal Funchal. Został on umieszczony na zboczu klifu, przez co prezentuje się bardzo majestetycznie.

Cała okolica była również bardzo malownicza i zdecydowanie nie brakowało w niej widoków do podziwiania.

Ostatnim punktem tego dnia, a już raczej wieczóru była wioska Santna, która znajduje się na północno wschodnim brzegu wyspy. Wiem, że troche wszystko nie po drodze, ale jakoś tak nam wyszło. Santana jest to miasteczko w którym znajdują się małe chatki kryte strzechą, okolone kwietnymi ogródkami. Domki prezentują się bardzo ładnie i malowniczo, niczym z bajki. Ale czy warto było tam jechać? Uważam, że jeśli ktoś ma nie dużo czasu to na wyspie jest dużo więcej ciekawych rzeczy wartych zobaczenia. Mówię tu oczywiście o naturze. Jednak jeśli macie czasu pod dostatkiem to jak najbardziej odwiedźcie to miejsce!

Pora zakończyć nasze odwiedziny na Maderze. Tym razem udałyśmy się już do hostelu, aby rano ruszyć do Lizbony.

Będąc na Maderze żałuje tylko jednej rzeczy, że nie spędziłam tam więcej czasu! Ta wyspa jest magiczna i ma w sobie coś tak niesamowitego, że nie sposób się w niej nie zakochać. Przemili ludzie, przepiękne widoki i pyszne jedzenie to tylko kilka z wielu rzeczy, które sprawiąją, że to miejsce jest takie zachwycające!

36 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

72h we Lwowie

Commenti


bottom of page