• Sand_traveltheworld

Rafa koralowa, czyli 3 dni w Akabie

Zaktualizowano: 14 lut 2020

Gdy dojechaliśmy do #Akaby byliśmy wykończeni i cali brudni od czerwonego piachu pustyni. Ten piach był dosłownie wszędzie! Zdecydowaliśmy, że tego dnia już nigdzie się nie wybieramy, jedyne co, to chcieliśmy zahaczyć o jakiś sklep żeby kupic coś do jedzenia na kolacje i na śniadanie. Odnalezienie naszego mieszkania zajęło nam chwile czasu, która w obecnym stanie trwała wieczność. Gospodarz wydał się na początku osobą w porządku, ale przy okazji niezbyt spouchwalajaca się z gośćmi. Dostaliśmy klucze i do pokoju. Tu pierwszy szok z Akaby! Mieszkanie zdecydowanie wyglądało gorzej jak na zdjęciach ☹ Prysznic bez zasłony z rozwalającą się deszczownicą. Aneks kuchenny który był 1 małym blatem z suszarką na naczynia (były tylko 4 kubki), zlewem i kuchenką gazową z 1 palnikiem. Wyglądało to niezadowalająco ☹ Byliśmy jednak na tyle zmęczeni, że nie mieliśmy siły na kłótnie z gospodarzem. Co też można wymagać płacąc 108JD (~600zł) za całe mieszkanie na 4 noce, przy samym morzu.

Gdy każdy z nas ogarnął się, zrobiliśmy kolacje z naszego ulubionego chlebka (kupiliśmy w pobliskiej piekarni), hummusu, pasty z bakłażana i przepysznych pomidorków.

Zadecydowaliśmy, że dzisiejszej nocy śpimy do oporu!


Dzień 1

Wstaliśmy koło godziny 9 (spodziewałam się znacznie dłuższego wylegiwania). Zjedliśmy śniadanko i ruszyliśmy na plażę. Wybraliśmy tego dnia #JapaneseGarden. Plaża była, ładna, czysta i zadbana. Parking znajduje się przy samej plaży, więc nie trzeba iść długiej drogi w upale.

Błękitna woda, darmowe parasolki dla plażowiczów, co jakiś czas kiosk, w którym można było kupić wodę i shishe. Darmowe WC i prysznice. Zdecydowanie plaża na tak!

Szybko zajęliśmy jedną z parasolek ubraliśmy butki i siup do wody. Nie minęło 10min, nagle D i D wychodzą z wody z wielkim grymasem. Okazało się, że zarówno jeden jak i drugi zapomnieli, że w Akabie jest rafa koralowa, a na niej żyją jeżowce! Dokładnie tak, obydwaj w nie wdepnęli, a cudowne czarne kolce pokruszyły się w ich stopach. I co teraz?! Na ratunek przyszli nam młodzi Jordańczycy. Poprzypalali chłopakom stopy papierosami i powyciągali tyle ile się dało. Zajęło im to dość sporo czasu ☹ W tej przygodzie nie byliśmy sami. Chwile wcześniej dokładnie to samo przydarzyło się innej turystce, która była rozbita obok nas.

W między czasie przyplątał się do nas dziadek tubylec i na upartego próbował być naszym podwodnym przewodnikiem. Mimo naszych sprzeciwów nie dawał za wygraną, aż w końcu mu ulegliśmy. I tak został okrzyknięty szamanem! Zabrał mnie i J za ręce i powiedział, że pokaże nam bezpieczną drogę do wody xD dokładnie tak! Chwile z nim popływałyśmy i wróciłyśmy na plażę. Szybko wrócił za nami, lekko podirytowany dlaczego wróciłyśmy?! Nie dało się wytłumaczyć, że nie potrzebujemy przewodnika do pływania. Siedział więc z nami do końca plażowania. Kolejna rundka pływania należała znowu do mnie i do D. #RafaKoralowa wygląda niesamowicie!! Te wszystkie kolorowe rybki, różnego rodzaju, dziwne rośliny, tworzą coś totalnie niesamowitego! A jeżowce były duuuuużo większe niż te, które widziałam w Chorwacji czy w Grecji!!!

Po jakimś czasie na plaży ludzie zaczęli rozstawiać grille i można było kupić również coś do jedzenia. Po 4h uznaliśmy, że pora wracać do miasta coś zjeść. Szaman był nie pocieszony, ale coż. Jego „usługa” koniec końców kosztowała nas 2JD (~10zł).

Na obiad zdecydowaliśmy się na jedną z pobliskich knajpek Al Tazaj. Ceny były naprawdę niskie! Za kurczaka z różna z frytkami 2JD, bułka (ok 30cm) z frytkami hummusem i fallafelami 0,75JD (~4zł) do tego sałatki z kiszonek. Porcje zdecydowanie wystarczające!

Gdy wróciliśmy do domu przyszedł do nas gospodarz podrzucić nam ręczniki, których brakowało w mieszkaniu. Zaproponował nam, że następnego dnia zrobi świeże rybki na grillu. Z chęcią przyjęliśmy jego propozycję. Przy okazji wykupiliśmy rejs motorówką za 50JD (~275zł).

Po krótkim odpoczynku, wyszykowaliśmy się i poszliśmy przejść się po mieście. Udaliśmy się w stronę, w którą zmierzało większość ludzi. Jako, że był piątek ludzi na ulicach było pełno, zarówno z Jordanii, jak i z Arabii Saudyjskiej, Egiptu czy Izraela.Na jednym z małych placyków zaczeły kusić nas swoimi reklamami bary ze świeżo wyciśniętymi sokami. Zamówiliśmy 2x 0,5l sok za 2JD, były one bardzo syte i zdecydowanie wystarczające dla naszej czwórki. Wracając pomału w stronę mieszkania, wybraliśmy trasę przez bulwary, a tu sowim zapachem skusiła nas shisha i jordańska herbatka.

Resztę wieczoru spędziliśmy na kompletnym odpoczynku grając w makao przy drineczkach z lotniskowej żubróweczki.


Dzień 2

Z naszym gospodarzem spotkaliśmy się pod blokiem o 10 rano i wspólnie ruszyliśmy w stronę przystani. Motorówka była wynajęta wyłącznie dla naszej 4. Przywitaliśmy się z kolegą naszego gospodarza i ruszyliśmy. Motorówka nie była bardzo szybko, mimo to jazda nią sprawiała dużą przyjemność. Zabawa zaczęła się w momencie, gdy każdy z nas mógł przez jakiś czas pokierować łódką.

Motorówka zatrzymała się na plaży którą odwiedziliśmy dzień wcześniej. Mieliśmy tutaj możliwość skakania z łódki, snorklingu, zwyczajnie popływać lub jeśli ktoś wolał, pójść poleżakować na plaży. Gdy wszyscy zaczęliśmy odczuwać już lekkie zmęczenie pływaniem wybraliśmy się na mały spacer plażą. I tak dotarliśmy do następnej, która nazywała się #SouthBeach. Plaża okazała się znacznie lepsza dla turystów. Nie ze względu na jej estetykę, ponieważ była bardzo podobna do poprzedniej, ale ta plaża jest monitorowana przez policję, która pilnuje, aby nie dręczono turystów. Zdarzyło się, że zawołali naszego przewodnika żeby wypytać go dlaczego on z nami idzie. Jeśli okazałoby się, że sam się przyczepił, zabraliby go.

Przy tej plaży zatopiony jest czołg i samolot. Jedną i drugą rzecz bez problemu widać z powierzchni, do czołgu da się nawet dopłynąć. Samolot znajduję się na większej głębokości w związku z czym dla tych bez sprzętu do nurkowania zostaje jedynie obserwacja z powierzchni.


Po zobaczeniu nowych atrakcji zaczęliśmy wracać w stronę plaży i nagle na dnie zobaczyłam murenę 😊Niestety nie udało mi się do niej podpłynąć. Wszyscy udaliśmy się ponownie do motorówki by zjeść spokojnie obiadek jaki przygotował nam nasz gospodarz. Była to ogromna poracja ryżu, pieczonego kurczaka oraz (tradycyjnie) chlebka arabskiego.

Po takiej uczcie udaliśmy się na kolejną plaże. Tu także okazało się, że w wodzie zatopione są różne pojazdy. Chwila snorklingu i powrót na łódkę. Po około 4h pływania, opalania i tańcach na łódce wróciliśmy do mieszkania. Zgodnie zadecydowaliśmy, że przed kolacją jaką chce nam przyrządzić nasz gospodarz potrzebujemy drzemki.

O 21 wszyscy udaliśmy się na taras na ostatnim piętrze, gdzie czekał na nas nasz nowy kolega z rozpalonym grillem i 5 świeżutkimi rybkami. Wszystkie były świetnie doprawione i smakowały kozacko! Po tej uczcie rozpaliliśmy shishe i po raz kolejny mieliśmy okazję, aby zbratać się z lokalsem. W jego nastawieniu jednak można było wyczuć lekką różnice w porównaniu do tego jak traktował nas Saaba. Gdy rozmowa schodziła na poważniejsze tematy to J i ja byłyśmy ignorowane. Taki kraj!

Wieczór nie mógłby się zakończyć bez drineczków, tym razem z wiśnióweczki i kilku partyjek makao.


Dzień 3

Nadszedł ostatni dzień naszego czasu wolnego w Jordanii. Jednocześnie smutny jak i wesoły. Wewnętrzne rozterki w stylu „ było super, ale trzeba wracać☹.

Od rana zebraliśmy się na South Beach, gdyż bardziej przypadła nam do gustu, ale zanim to wraz z J wybrałyśmy się do sklepiku obok mieszkania żeby kupić sobie 2 wielkie kółka do pływania. Chociaż w ostatni dzień sobie przypomniałyśmy, że są fajne :D Kosztowały 1,5JD (~7,5zł) za sztukę, także zbytnio naszego portfela nie uszczupliło.

Zdecydowanie tego mi było trzeba: woda i słońce!

Po południu wybraliśmy się na ostatnią kolację na mieście do lokalnego „baru mlecznego”. Nazywał się #AlMohandesCafeteria. Zamówiliśmy nasz tradycyjny zestaw czyli: hummus z mięsem, 12 x fallafele, domowe frytki , (najpyszniejsze!) chlebek arabski oraz jordańską herbatkę (wydaje mi się, że coś jeszcze, ale niestety nie pamiętm). Za porcje dla 4 osób zapłaciliśmy mniej niż 15JD (~75zł). Po przepysznej kolacji udaliśmy się ostatni raz pokręcić się po straganach, aby podokupować pamiątek. Do mieszkania wróciliśmy z kupą magnesów, beduińską chustą oraz trzema paczkami tabaki do shishy 😊

Aby zakończyć wieczór należycie udaliśmy się po raz ostatni na plaże zapalić shishe i wypić herbatkę.

Jako, że wyjazd czekał nas o 5.30 i trzeba było położyć się wcześnie spać, ostatni wieczór niestety nie trwał długo.


Wyjazd

Powrót na lotnisko w Ammanie zajął nam ok. 4h. Droga była bezproblemowa, co jakiś czas stacja benzynowa. Praktycznie na każdej sklep i WC. Ponowne przejście przez bramki na lotnisku odbyło się bezproblemowo. Byliśmy świadkami zatrzymania dwóch turystek, które chciały przewieźć w małej butelce piasek z plaży lub pustyni.

Należy pamiętać, że wywożenie piasku bądź fragmentów rafy koralowej jest zabronione!



Ten wyjazd zdecydowanie na długo pozostanie w moim sercu! <3

63 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

72h we Lwowie